Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YPN-Group. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YPN-Group. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 grudnia 2014

Mezmer Mezmerandum. rozdział I

To wszystko zaczęło się z momentem opadu pierwszego śniegu. Tam gdzie nie dochodzi uszu błagalny krzyk, tam gdzie nie wzdryga się dusza przed cierpieniem dziesiątek. W lodowym sercu wschodnich lasów zaczyna się rodzić niczym arktyczny tytan nowy twór, cienisty twór, syn zimy, władca wichury i lawiny śnieżnej. Zimny jak styczniowe słońce w odbiciu skutego lodem jeziora, przenikliwy jak szron w sercach jego ofiar. Ozdabia najwspanialszymi koronkami wszystkich tych którzy ośmielą się wejść do lodowego piekła jego pałaców. Każdy kto przemierza jego próg zapomina o słowie ciepło, wszystko zamiera tam gdzie on idzie... zapada w ostatni zimowy sen

MEZMER MEZMERANDUM.
Autorstwa tych co przeżyli...

Dziewczyna która rękawem swetra przecierała szybę autobusu jadącego przez zalesioną drogą zwano Esbell, ze względu na usposobienie Esbell nigdy nie patrzyła tam gdzie trzeba i nie robiła tego co należało. Możliwe że jej dusza zatrzymała się w cieplejszych pokojach dzieciństwa, stwierdzając z całym szacunkiem że wybierając się dalej mogłaby złapać przeziębienie. Fale sennych głów przechylały się z każdym wejściem w zakręt autobusu jadącego do Szermeren, położonego w środku zimowego lasu miasteczka górników i drwali. a świat wydawał się zimny jak nigdy wcześniej, obcy jak nigdy przedtem i odległy jakby nigdy się to nie mogło zdawać. Na zaszronionej szybie udało się wydziergać parę skulonych z zimna ptaków. Esbell wiedziała że wśród tumanów preludium dookoła niej, skomponowanej z muzyki silnika, szeptów zakochanych, chrapania śpiących i oddechów dusz pokrewnych tylko tych dwoje zamarzniętych od szronu ptaków będzie jej towarzyszyć do ostatniego przystanku. Słońce zaprowadziło dni pokoju na ziemi w których uroczyście przyrzekło nie przebijać grubych chmur nad całą ziemią wschodnią aby nie ustanowić tego dnia jakoby mniej szarym. lecz dla Esbell wszystko co było za oknem, topniejące od toksycznych oparów jodły, roztrzaskane przez mróz gałęzie i runo przebijające przez śnieg przy korzeniach stanowiło w połączeniu zadymioną szybą autobusu świat we wszystkich odcieniach sepii. Kierowca przebijał ścianę preludium autobusu, lancami swego wczesnozimowego kaszlu. Esbell zdążyła zrozumieć że kaszel się u niego nasilał gdy zbliżał się do przystanku. Tym samym wyczuła że musza już podjeżdżać do Szermeren. Zza zakrętu po przeciwnej stronie autobusu wynurzyła się pokaźna, obita skórą tablica "witamy w mieście drzewa i stali" natychmiast z wąskiej ścieżki leśnej widok rozpostarł się na zatłoczone autami i ludźmi ulice miejskie. wokoło zamigały latarnie i latarenki. Ostatecznie szary poranek jak ten nie należał do najjaśniejszych w roku. Esbell od razu wyczuła napływ innego powietrza... cięższego.. pełnego napięcia. Stolica górnictwa i wycinki drzew nie należała w tym kraju do czegoś czym można było się chwalić.
-Kraina usług.. skwitowała to istota siedząca za Esbell.
-Nie ma tu miejsca dla przemysłu ciężkiego. Potwierdził drugi głos.
-Istnieje tylko dlatego że my tu jesteśmy.. zaczął znów pierwszy głos. Esbell zastanowiła się przez dłuższą chwilę nad tym co usłyszała po czym nieoczekiwanie odwróciła się za siebie aby zmierzyć wzrokiem dwie wieśniaczki z wyższej sfery.
-Też będziecie chodzić do Art of Epitafium? Spytała bez zastanowienia. Spojrzały po sobie zaskoczone.
-Nie do końca, idziemy do szkoły handlowej na końcu Szermeren. Esbell wzięła oddech pełen ulgi i odprężenia.
-Dzięki Bogu. I aż się uśmiechnęła pędząc w autobusie wśród pokrytych szarugą ulic.
-A co? będziesz chodzić z nami? Spytała jedna z nich, zachęcona czarującym uśmiechem Esbell, który po przetworzeniu pytania od razu zniknął, zastępując go grymasem pogardy.
-Oczywiście że nie, nie wytrzymałabym tak niedojrzałego pierdolenia przez trzy lata nauki. Usłyszała pogłos śmiechu który obił się po całym autobusie od ludzi mniej lub bardziej zdegustowanych niedojrzałą paplaniną dwóch sąsiadek Esbell. Nawet kierowca lekko się zaaferował na krótko przed tym jak autobus wydał znamienny pisk stając przed ostatnim przystankiem. Wszyscy popędzili do wejścia a autobus do najkrótszych nie należał. Dwie wieśniaczki obdarzyły Esbell pełnym wrogości spojrzeniem i wysiadły. Gdy wszyscy już opuścili autobus kierowca zamknął drzwi i usiadł na siedzeniu naprzeciwko młodej uczennicy.
-A więc Art of Epitafium... zdecydowałaś się.. Esbell dłuższą chwilę milczała z zamkniętymi oczami po czym lekko zarumieniona omiotła pusty autobus sprawdzającym spojrzeniem.
-Masz fajka?
-Jasne że mam... i kierowca wyciągnął mosiężną papierośnicę aby poczęstować bratanicę.
-Jeju, jesteś wspaniały, skąd wiedziałeś że uwielbiam waniliowe? Wujek lekko się zamyślił ale musiał przyznać że nie miał pojęcia jakie fajki lubi Esbell. -Wybrałam Art bo pomyślałam w ostatniej chwili że nie chcę zginąć młodo.. gdybym poszła do Muse możliwe że nie dożyłabym czterdziestki. Gwoli sprostowania w Szermeren istniały cztery szkoły dla młodzieży zdolnej, posyłane z dziesiątek szkół utalentowanych.. (i chodziło o młodzież utalentowaną a nie kujonów) Szkoła Muse była szkołą restrykcyjnego tańca w której młode kobiety osiągały mistrzostwo swego fachu i omijały po czterech latach nauki cały etap studiów aby od razu dostać się na scenę. Esbell ćwiczyła taniec od dziecka i nie była w tym najgorsza, jednak rysunek szedł jej równie dobrze...
-No tak...przytaknął pocieszny wąsacz uśmiechając się spod czapki.. -Młode dziewczyny i chłopcy często łamią sobie organizm na intensywnych ćwiczeniach i złej diecie po czym umierają młodo jak późnowiosenne kwiaty.. cieszę się że pożyjesz dłużej. Zapadła pełna zrozumienia i spokoju cisza która mąciły podmuchy dymu z ust palaczy... rynek naokoło ostatniego przystanku lekko opustoszał. Koło dwunastej jedzono zwykle obiad. Zza horyzontu chmury przybrały kolory purpury, rzucając nieziemski blask na dachy Szermeren.
-Musimy pogadać panno. Zmienił nieco ton jej wujek.
-Rozumiem, ale każdy temat kosztuje dodatkowego fajka.. Wujek uśmiechnął się zaskoczony błyskotliwością nastolatki.
-Nawet bez szerszego rozpoznania mogę stwierdzić że wdałaś się w swoją matkę.
-Cóż... spuściła wzrok Esbell... mów co masz mówić... Uszatka na jej głowie przysłoniła jej oczy a usta zamarły w półuśmiechu... jej czarujące rumieńce były jak wschód wiosennego słońca...
-Potrzebuję twojej uwagi Es... pamiętasz co się stało z Natalie?
-Tak pamiętam... jak wam się układa?
-Jest całkiem dobrze, do tej pory jestem wdzięczny że zachowałaś wszystko w tajemnicy, i to ty odebrałaś ten list.
-Nic specjalnego wujku, skoro twierdzi że naprawdę cię kocha, nie powinnam się wtrącać, w końcu nie mam nic do powiedzenia...
-Aktualnie niedługo będzie nasza rocznica, ale do tej pory nie wiemy jak to powiedzieć reszcie rodziny, sama rozumiesz...
-Pewnie tylko ja. Esbell uśmiechnęła się szeroko... tym samym czarującym uśmiechem pełnym ożywienia. Jej wujek coraz bardziej się rumienił, choć nikt nie wiedział czy od zimna które nadciągało z każda chwilą coraz mocniej do wnętrza autobusu, czy z powodu tego co mówiła Esbell..
-To znaczy ja rozumiem że macie swoje powody, ale dla jasności... to twoja córka, ale od czterech lat próbuje cię poderwać i jej się udało mimo iż ma dopiero trzynaście lat. Teraz jesteście ze sobą i poza wami i twoją zmarłą przy rodzeniu Natalie żoną tylko ja o tym wiem.
-Tylko ty. Skwitował wujek
-Na pewno nikt inny? Ich oddech coraz intensywniej zamieniały się w parę, szybami władał niemiłosierny szron.
-Na pewno. Natalie skończyła edukację i pomaga w domu... nikt o nas nie wie... Wujek i Natalie mieszkali w domku przy lesie na obrzeżach Szermeren, nikt nie mógł odkryć ich związku jako że bano się trochę lasu, miejscowa ludność była skrajnie zabobonna, lecz niestety miała swoje powody.
-Wiem że to dla ciebie krępujące, ale robiliście już "to?" Tym razem wujek całkowicie poczerwieniał, chwile mu zajęło aby wyszedł z zażenowania.
-Za każdym razem gdy ona chce... tak samo jak niechętnie chce się tym dzielić... to nad wyraz mądra dziewczyna.. o wiele mądrzejsza niż ktokolwiek w jej wieku. Wiesz że dostała mistrzostwo krajowe w matematyce, ma to w papierach...
-Rozumiem. Nie bój się nie wygadam... nie mam ochoty niszczyć nikomu życia i mimo iż widziałam twoją córkę chyba ledwie dwa razy... zrób coś dla siebie i dbaj o nią.
-To się rozumie samo przez się. Napłynęły mu łzy do oczu, łzy pełne wdzięczności... uścisnął rękę lekko skonsternowanej Esbell i począł ją łagodnie trząsać na znak przymierza...
-Jesteś jak żywe srebro młoda panno, działasz jak katharsis... dziękuje ci.. jeśli cokolwiek mogę dla ciebie zrobić... Możliwe że Esbell tylko czekała na to pytanie... możliwe też że uśmiechała się bo mogła komuś nareszcie pomóc... poczuć się przydatna.
-Ile kosztuje zgrzewka tych waniliowych fajek? Jeśli mógłbyś kupuj mi ich dwie na miesiąc.
-Niewiele, nie zaprzątaj sobie głowy.
-Daj mi swój numer. Wymienili się nimi przy wysiadaniu. Esbell przyodziana w wojskowe buty starego typu szturmowego ozdobiła śladami zaśnieżony chodnik koło przystanku... od rana padał lekki śnieg nad Szermeren, dlatego szybko znikły sprzed przystanku wszystkie ślady obecności ludzi... w tej szarudze ledwo dało się dostrzec stoiska targowe szkoły handlowej. Jednak mimo to Esbell nie miała pojęcia jak dotrzeć do Art of Epitafium.. za nią ozwał się kaszel i lekko ochrypły od zimna głos wujka.
-To ostatni dzień przed kwartałem luny Esbell, musisz zdążyć do Szemszemell przed zachodem słońca aby ujrzeć je jeszcze przed zimą..
-A gdzie to jest wujku? Spytała zaintrygowana artystka.
-Podążaj przed siebie i nie skręcaj. są to ruiny pod miastem z których najlepiej widać zachodzące słońce... masz niewiele czasu, więc lepiej się śpiesz... Chmury pędziły jedna za drugą, pękate od śniegu cumulonimbusy prószyły mocniej z każdą godziną nad Szermeren zaścielając ulice po których pędziła z walizką Esbell niczym zamiatając jej ślady przed wzrokiem kogokolwiek. po godzinie brnięcia przez ulice pełne piętrowych domów z bali stało się coś niesamowitego i na progu starych ruin przywitało ją wychylające się zza krawędzi chmur krwawe słońce. chwilę później udało się jej dotrzeć na stary zdezelowany rynek.
Esbell wirowała wśród opadających płatków śniegu. Te z kolei przybierały kolor podług padającego leniwie światła zachodzącego słońca. ulice Szemszemel były o tej porze prawie puste, latarnie rozbłyskiwały jedna po drugiej wśród bicia zegara obwieszczającego nastanie piątej. "Pragnęłabym wstąpić do szkoły tanecznej" mówiła sobie gdy jej popielata spódnica pochłaniana była przez wydłużające się cienie lasów i budowli. "Gdyby nie moja ciotka... to pewnie byłby balet" stanęła na opuszczonym placu i złapała wzrokiem rozjarzony do czerwoności, po prze siekany czubkami jodeł horyzont. Było w nim tyle uczuć ale ta cisza sprowadzała na jej umysł pustkę. Wolała nie być i być zarazem. stań się częścią tego antycznego świata. "Tyle zła się dzieje na świecie... pomyśleć tylko że ludzie bezwiednie przyczyniają się do jego rozszerzania..." Z tymi myślami pochłonął ją widok ostatniej krwistoczerwonej łuny zwiastującej konanie na cześć nastania kwartału nocy...


czwartek, 30 października 2014

Wszyscy w jedności i każdy osobno - Krótko o YPN Group.

YPN Group to zrzeszenie Siedmiu ludzi których połączył jeden wspólny cel. - Niczym  na podatny grunt rzucić ziarna snu, spokoju i ciszy. służą temu wszystkie prowadzone przez nas blogi oraz strony na fb. Pragniemy aby krzyki zamarły w gardłach, śpiewy utknęły w strunach a na świat spadł całun snu i spokoju. Jeśli potrzebujesz odciąć się od smutnej i fałszywej rzeczywistości wykreowanej przez bestie w ludzkiej skórze. Jesteś gnębiony i wyzywany ze względu na wartości które wyznajesz a twoje życie można określić słowem koszmar właśnie tu znajdziesz cichy i spokojny kąt w którym nikt nie będzie mógł cię zranić. Pisząc do jednego z nas uzyskasz pomoc w trudnej sytuacji. w skład grupy wchodzi.

-YamaY Pierre Nicolas : Grafik z uniwersytetu w Warszawie z zamiłowania mangaka.

-YamaY Anamade: Kryminolog, grafik i scenarzysta z Białegostoku.

-Jared Wolf: Kryminolog, reżyser, pisarz, teoretyk historyczny z Niemiec.

-Elin Ervinior: Pomoc techniczna, pomoc źródłowa, scenarzystka z Zakopanego.

-Anna Angelina Made : Grafik, Rysownik, Projektant i  Analityk ze Szkocji.

-Jawelin: Animator, grafik, scenarzysta i historyk z Gdańska.

-Tajger: Grafik i Fotograf z Łodzi.

Siedmiu ludzi  w Polsce i Europie którzy nigdy się wszyscy nie spotkali ale przysięgli sobie wierność. Pragniemy bronić ten blog jak i inne strony przed złymi ludźmi o złych intencjach aby poświęcić ją tym zmęczonym życiem i chcącym położyć się spać. Jeżeli ty też przyszedłeś tutaj jako jeden z śniących na jawie i pragnących się obudzić, napisz na mail generalny swój problem lub jeśli chcesz porozmawiać z jednym z nas napisz jego pseudonim na początku maila. Nie pragniemy obalać rządów, nie chcemy uczestniczyć w nowym porządku świata, nie chcemy być kontrolowani i manipulowani. Po znalezieniu bezpiecznego miejsca pragniemy jedynie położyć się: spać.

ypn@o2.pl